Czocha to zamek z bajki. Położony nad brzegiem Jeziora Leśniańskiego, odbija się w wodzie tworząc niemal idylliczny obrazek. Przez wieki rozbudowywana, Czocha naprawdę sławna stała się jednak dopiero w 1909 roku. Wtedy zamek kupił Ernest F. Gütschow, drezdeński przemysłowiec, twórca niemieckiego przemysłu tytoniowego. Magnat zapłacił za zabytkową budowlę półtora miliona marek i natychmiast przystąpił do jej renowacji. Pracami zajął się Bodo Ebhardt, jeden z najznamienitszych architektów tamtych czasów.

Ebhardt pracował w widowiskowym stylu. Tam, gdzie zamierzał dobudować bramę czy wieżyczkę, stawiał drewnianą makietę naturalnej wielkości. W ten sposób mógł się dokładnie przyjrzeć się ewentualnym efektom. W szybkim tempie architekt nadał zamkowi bardziej średniowieczny wygląd, “dokleił” nowe budynki, wystylizował wnętrza. Wtedy powstała okazała sypialnia w gotyckim stylu, z wielkim łożem z baldachimem, piękną łazienką i garderobą z gigantycznymi lustrami. Trudno powiedzieć, czy w czasach Gütschowa, czy też znacznie wcześniej, w zamku powstały skrytki i tajne przejścia. Jedna ze ścian Sali Rycerskiej otwiera się tworząc przejście do małej klatki schodowej, która prowadzi na inną kondygnację. Również w bibliotece czeka niespodzianka. Na pierwszy rzut oka trudno to dostrzec, ale uważny obserwator zauważy, że jeden z wielkich regałów, jakby leciutko wysuwa się przed inne. To również przejście. Umieszczone w samym rogu pomieszczenia. Już po drugiej wojnie światowej zamek odwiedzili potomkowie jednego z mieszkających tu niegdyś rodów. Poprosili, żeby na chwilę zostawić ich samotnie w bibliotece. Po jakimś czasie okazało się, że opróżnili schowek w jednej z szaf. Wygląd skrytki sugeruje, że mogły się w niej znajdować zwinięte mapy, bądź dokumenty.

W czasach Gütschowa zamek był pełen skarbów. Przemysłowiec wypełnił poszczególne komnaty znakomitymi dziełami sztuki, zbierał broń, wyroby snycerskie i obrazy, w czasach wojny jego skarbiec zaczęły zasilać zamorskie złoto i insygnia carów rosyjskich, m.in. Romanowów. Tuż po II wojnie światowej, w Czosze został odkryty również jeszcze jeden schowek, tym razem z sejfem pełnym dzieł sztuki i kosztowności. Sejf został rozpruty a skarby skradzione. Część mebli zabrali do swoich gabinetów komunistyczni kacykowie i oficerowie Ludowego Wojska. Niektóre eksponaty powędrowały na Kongres Intelektualistów we Wrocławiu. Zostały tam przywiezione na osobisty rozkaz Bolesława Bieruta, do którego gabinetu następnie trafiły. Potem większość zginęła bez śladu.

Wtajemniczeni twierdzą jednak, że w zamek kryje jeszcze wiele zagadek. W czasie II wojny światowej sprzątaczka widziała tu salę, która miała podłogę ze szkła. Pod nim znajdowało się akwarium. Ciągle nie wiadomo też, co działo się w Czosze między 1939 a 1945 rokiem. Warownia zapełniła się wtedy wojskiem, ale co tu robiło i dlaczego, pozostaje ciągle odpowiedzi. Być może wtedy zamaskowano wejścia do nieznanych dziś fragmentów zamku. Nie wiadomo chociażby, jak dotrzeć do piwnicy leżącej kilka kondygnacji pod reprezentacyjną sypialnią. Wskazówką do tajemnicy może być jakiś tajny znak, których wiele pozostawiono na murach zamku. Aby go jednak odnaleźć, trzeba do zamku po prostu przyjechać.